Czuwając nad nią
Jean-Baptiste Andrea — Literatura

Wydaje im się zresztą, że je znają. Nie wszystkie, ale te najważniejsze. Niekiedy mają rozbieżne zdania. Aby się nie poddać nudzie, odkryli w sobie zamiłowanie do plotek. To zbrodniarz, były duchowny, uchodźca polityczny. Niektórzy uważają, że jest tu przetrzymywany wbrew własnej woli (co nie ma sensu, widzieli, jak wychodzi i wraca), inni sądzą, że przebywa tutaj ze względu na własne bezpieczeństwo. Ale największą popularnością cieszy się historia opowiadana w największej tajemnicy, bo romantyzm bywa tu tylko ukradkiem: jest tutaj, by czuwać nad nią. Nad tą, która czeka w marmurowej ciemności kilkaset metrów od jego małej celi. Nad tą, która cierpliwie czeka od czterdziestu lat. Wszyscy mnisi w opactwie raz ją widzieli. Wszyscy chcieliby zobaczyć ją ponownie. Wystarczyłoby poprosić o pozwolenie ojca Vincenza, lecz niewielu się ośmiela. Może ze strachu: mówi się, że tym, którzy zbyt blisko do niej podejdą, przychodzą do głowy grzeszne myśli. A grzesznych myśli mnisi i tak mają dosyć, kiedy w środku nocy ścigają ich sny o twarzy anioła.

Umierający walczy, otwiera oczy, znowu je zamyka. Jeden z braci przysięga, że ujrzał w nich radość, lecz się myli.