– Syn księcia musi się znać na truciznach – powiedziała. – To znak naszych czasów, co? Musky do zatruwania napojów, aumas do zatruwania jedzenia. Trucizny natychmiastowe, powolne i wszystkie pośrednie. Oto nieznana ci trucizna: gom dżabbar. Zabija wyłącznie zwierzęta.
Duma przemogła w Paulu strach.
– Ośmielasz się sugerować, że książęcy syn jest zwierzęciem? – zapytał.
– Sugeruję, powiedzmy, że możesz być człowiekiem – odparła. – Spokojnie! Ostrzegam, byś nie próbował się wyrywać. Stara jestem, lecz moja ręka zdąży wsadzić ci tę igłę w szyję, nim uciekniesz.
– Kim jesteś? – wyszeptał. – Jak zwiodłaś moją matkę, że zostawiła mnie z tobą samego? Przysłali cię Harkonnenowie?
– Harkonnenowie? Co też ty wygadujesz! A teraz bądź cicho.
Suchy palec dotknął jego szyi i Paul opanował odruch, by odskoczyć.
– Dobrze – powiedziała. – Przeszedłeś pierwszą próbę. A oto, jak wygląda reszta: jeśli wyjmiesz dłoń z pudełka, umrzesz. To jedyna zasada. Trzymaj dłoń w środku, a będziesz żył. Jeśli ją zabierzesz, umrzesz.
Chłopiec zaczerpnął tchu, by uspokoić drżenie.
– Gdy krzyknę, służba dopadnie cię w parę sekund i to ty umrzesz.