Mortka powoli skinął głową. Przez chwilę zastanawiał się, czym była cała ta przemowa. Radami rodzicielskimi? Przeprosinami? Przecież ojciec przez długie lata dawał do zrozumienia, jak bardzo jest zawiedziony wyborami zawodowymi swojego syna. Wreszcie Kuba uznał, że najbliżej temu było do stwierdzenia „jestem z ciebie dumny”.
Stuknęli się, ojciec puszką, on kubkiem z herbatą. Michał poruszył się na pieńku. Wstał, otrzepał spodnie, znowu usiadł. Przez cały ten czas nawet nie zerknął w ich stronę, nieustannie wpatrzony w ekran komórki.
– Faktycznie w tej Holandii tak strasznie? – zapytał ojciec.
Mortka skinął głową.
– Kolega zmarł na ten syf – powiedział po chwili. – Louis. Belg. Młody facet. Sprawny. Biegał maratony, takie hobby. W domu miał szafę z medalami z całego świata. Zachorował i zajęło to ledwo dwa tygodnie. Był człowiek, nie ma człowieka.
– Ale uważasz tam na siebie?
– Pracujemy zdalnie na tyle, na ile się da.
Ojciec zaśmiał się krótko.
– Policjanci pracujący zdalnie. Łapiesz złodziei zza ekranu komputera?
– Złodziei i morderców – potwierdził z uśmiechem Mortka.