– Tak, nie wiedziałaś?
Julia przygarbiła się, jakby ktoś spuścił z niej całe powietrze.
– Nie, nie wiedziałam. Dlaczego to robią?
– Pewnie chodzi o to co zawsze: podatek spadkowy. Słyszałam, że obecny właściciel sprzedaje go jakiemuś mieszczuchowi; podobno facet ma więcej pieniędzy niż rozumu. Żadna współczesna rodzina nie dałaby rady utrzymać takiej posiadłości. Poza tym ostatni lord Wharton zostawił ją wopłakanym stanie. Trzeba będzie fortuny, żeby ją odrestaurować.
– Jakie to smutne – szepnęła Julia.
– Wiem – przyznała Alicia, ucieszona, że coś jednak wzbudziło zainteresowanie siostry. – To była znaczna część naszego dzieciństwa, zwłaszcza twojego. Dlatego pomyślałam, że mogłybyśmy kupić coś na wyprzedaży, jakąś pamiątkę dla taty. Prawdopodobnie wystawią na aukcję same śmieci, a wszystko, co ma jakąś wartość, trafi do Sotheby’s, ale nigdy nic nie wiadomo.
O dziwo, Julia nie potrzebowała dalszej zachęty i ochoczo skinęła głową.
– W porządku – rzuciła. – Wezmę tylko kurtkę.
Pięć minut później Alicia wyjechała na wąską główną ulicę uroczej nadbrzeżnej wioski Blakeney. Skręciła w lewo, kierując się na wschód, skąd już tylko kwadrans dzielił ją od Wharton Park.