Dom orchidei
Lucinda Riley

– Dzięki za troskę, ale powiedziałam już, że nic mi nie jest – odparła chłodno Julia.

Alicia westchnęła poirytowana.

– Julio, nie wyglądasz dobrze. Znowu schudłaś. Czy ty w ogóle coś jesz?

– Oczywiście, że jem. Nalać ci kawy czy nie?

– Nie, dzięki.

– Jak chcesz.

Julia schowała butelkę mleka z powrotem do lodówki. Kiedy się odwróciła, jej bursztynowe oczy błysnęły wściekle.

– Posłuchaj, wiem, że się martwisz. Ale naprawdę, Alicio, nie jestem jednym z twoich dzieci i nie potrzebuję niańki. Lubię być sama.

– W porządku – rzuciła radośnie Alicia, próbując załagodzić rosnące napięcie. – Ale lepiej zarzuć coś na siebie. Wychodzimy.

– Mam na dziś inne plany – odparła Julia.

– Więc lepiej je odwołaj. Potrzebuję twojej pomocy.

– To znaczy?

– W przyszłym tygodniu są urodziny taty. Trzeba kupić mu prezent.

– I chcesz mi powiedzieć, że potrzebujesz mojej pomocy?

– To jego sześćdziesiąte piąte urodziny. W tym dniu przejdzie na emeryturę.

– Wiem o tym. To także mój ojciec.

Alicia robiła, co mogła, by zachować spokój.

– W południe, w Wharton Park, organizowana jest wyprzedaż. Pomyślałam, że mogłybyśmy tam wpaść i rozejrzeć się za czymś dla taty.

– Sprzedają Wharton Park? – Julia wydawała się zaintrygowana.