Gdzieś w tle słyszę oklaski i zmuszam się, by powrócić do przestronnego pokoju i Kita, który stoi obok i patrzy na mnie z podziwem.
– Wow! To było niesamowite!
– Dziękuję.
– Jesteś taka młoda. Masz takie małe palce, jak to możliwe, że tak szybko biegają po klawiaturze?
– Nie wiem, po prostu… to robią.
– Wiesz, że mąż cioci, Harry, lord Crawford, był uznanym pianistą?
– Nie… nie miałam pojęcia.
– Cóż, to prawda. To był jego fortepian. Umarł, kiedy byłem dzieckiem, więc nigdy nie słyszałem, jak grał. Możesz zagrać coś innego?
Tym razem wydaje się szczerze rozentuzjazmowany.
– Ja… chyba powinnam już iść.
– Tylko jeden utwór, proszę!
– Dobrze – zgadzam się.
Chwilę później zaczynam grać Rapsodię na temat Paganiniego i po raz kolejny zatracam się w muzyce. Jestem w połowie utworu, kiedy słyszę czyjś krzyk.
– DOŚĆ! Natychmiast przestań!
Robię, co każe głos, i spoglądam w stronę drzwi. Na progu stoi wysoka, chuda kobieta o siwych włosach. Sądząc po wyrazie jej twarzy, jest bardzo zagniewana. Czuję w piersi oszalałe bicie serca.
Kit podchodzi do kobiety.
– Wybacz, ciociu Crawford, to ja poprosiłem Julię, żeby zagrała. Spałaś, więc nie mogłem zapytać cię o pozwolenie. Obudziliśmy cię?