Kobieta wbija w niego spojrzenie zimnych oczu.
– Nie. Nie obudziliście mnie. Ale nie w tym rzecz, Kit. Z pewnością wiesz, że zabraniam komukolwiek grać na tym fortepianie.
– Przepraszam, ciociu Crawford. Nie wiedziałem. Ale Julia jest taka cudowna. Ma dopiero jedenaście lat, a gra jak wytrawna pianistka.
– Dość! – powtarza stanowczo lady Crawford.
Kit zwiesza głowę i daje mi znak, żebym razem z nim wyszła z salonu.
– Jeszcze raz przepraszam – bąka, kiedy przemykam za jego plecami.
Kiedy mijam lady Crawford, kobieta zatrzymuje mnie.
– Jesteś wnuczką Stafforda? –pyta.
Spojrzenie jej zimnych niebieskich oczu zdaje się przewiercać mnie na wylot.
– Tak, lady Crawford.
Jej wzrok łagodnieje i patrząc na nią, mam wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Ale ona tylko kiwa głową i przez chwilę szuka odpowiednich słów.
– Ja… przykro mi z powodu twojej matki.
– Julia przyniosła ci orchideę – wtrąca Kit, wyczuwając napięcie. – To nowa odmiana ze szklarni jej dziadka. Prawda, Julio? – dodaje mi odwagi.
– Tak– odpowiadam. Czuję pod powiekami palące łzy, jednak robię wszystko, żeby się nie rozpłakać. – Mam nadzieję, że się pani spodoba.
Kobieta kiwa głową.
– Na pewno. Powiedz dziadkowi, że bardzo mu dziękuję.