Tam kupił przepiękną purpurowo-różową orchideę z ciemnymi aksamitnymi płatkami. Następnie zaczął wędrować wzdłuż wąskich kanałów Bangkoku. Szedł tak długo, aż znalazł Skrybę. Starzec siedział pośród zwojów w ciemnej, wilgotnej pracowni na tyłach sklepu.
Służący znał go, gdyż dawno temu Skryba pracował w pałacu. Król uznał jednak, że jego pismo jest niedoskonałe, i odesłał starca.
– Sawadee krup, Skrybo. – Po tych słowach służący położył orchideę na stole. – Mam dla ciebie zadanie, jeśli je wykonasz, dam ci bogactwa, o których ci się nie śniło.
Skryba, który po odejściu z pałacu ledwie wiązał koniec z końcem, spojrzał na służącego.
– A jakież to zadanie? – spytał zaciekawiony.
Służący wskazał na kwiat.
– Chcę, abyś użył swoich umiejętności i zabarwił płatki tej orchidei na czarno.
Skryba zmarszczył czoło, spojrzał na służącego, a chwilę potem na kwiat.
– Tak, to możliwe. Pamiętaj jednak, że kiedy zakwitną kolejne kwiaty, nie będą one czarne, a ty zostaniesz zdemaskowany.
– Kiedy zakwitną kolejne kwiaty, ty i ja będziemy daleko stąd, żyjąc jak mój pan – odparł służący.
Skryba zastanowił się nad słowami mężczyzny i wolno pokiwał głową.