Księżniczka stała na tarasie, spoglądając na rzekę Chao Phraya, w której wodach wciąż odbijały się kolorowe fajerwerki. Książę stanął u boku swej ukochanej.
– Miłości moja, mam dla ciebie coś równie pięknego i wyjątkowego jak twoja uroda.
Po tych słowach wręczył jej Czarną Orchideę w szczerozłotej doniczce wysadzanej klejnotami.
Księżniczka spojrzała na kwiat i czarne niczym noc aksamitne płatki. Ich nienaturalna czerń sprawiała, że kwiat wydawał się przykurczony i zwiędły.
Znała jednak wartość tego niezwykłego prezentu i doceniła starania małżonka.
– Mój książę, jest cudowna! Gdzie ją znalazłeś? – spytała.
– Przemierzyłem królestwo wszerz i wzdłuż. Nie ma drugiego takiego kwiatu, podobnie jak nie ma drugiej takiej jak ty. – Mówiąc to, spojrzał na nią, a ona dostrzegła w jego oczach miłość.
Księżniczka delikatnie musnęła dłonią policzek męża z nadzieją, że ukochany wie, iż odwzajemnia ona jego uczucie.
– Dziękuję – szepnęła. – Jest taka piękna.