ale jestem taki zmęczony, myślę, i jadę dalej na północ, i dostrzegam przy drodze stary brązowy dom w ruinie, widzę, że brakuje niektórych dachówek, to w tym domu Ales i ja kiedyś mieszkaliśmy, myślę i mam wrażenie, jakby to było bardzo dawno temu, tak, jakby to było w innym życiu, myślę, i mijam ten dom, a po przejechaniu jeszcze kawałka widzę zatoczkę, więc zjeżdżam i zatrzymuję samochód, i dalej siedzę, dalej tylko siedzę w samochodzie, nie myślę, nic nie robię, tylko siedzę, a potem myślę, dlaczego na miłość boską zatrzymałem samochód w tej zatoczce? bo przecież nigdy wcześniej się tu nie zatrzymywałem, chociaż przejeżdżałem tędy tyle razy, no nie, muszę jechać do domu, powinienem był odwiedzić Aslego, ale teraz jest już za późno, myślę i dalej siedzę w samochodzie, i myślę, że może powinienem się pomodlić, i myślę o tych, którzy nazywają się wierzącymi i uważają, a przynajmniej uważali, że ochrzczenie dziecka jest niezbędne dla jego zbawienia, a jednocześnie uważają, że Bóg jest wszechmogący, więc dlaczego chrzest ma być niezbędny dla zbawienia? czy Bóg nie może robić tego, co chce?