bo on co roku w adwencie dostaje ode mnie obraz, który daje Siostrze w prezencie gwiazdkowym, a ja dostaję od niego mięso, ryby, drewno i inne rzeczy, no tak, i nie wolno zapominać, jak zwykle mówi Åsleik, o tym, że on mi zimą odśnieża drogę do gospodarstwa, no tak, jeszcze i to, a kiedy ja na to mówię, za ile taki obraz sprzedał się w Bjørgvin, to Åsleik mówi, że dla niego to niepojęte, że ludzie są gotowi tyle zapłacić za obraz, tak, ci, którzy tyle płacą, muszą w każdym razie mieć mnóstwo pieniędzy, mówi, a ja na to mówię, że rozumiem, że jemu się wydaje, że to dużo pieniędzy, bo też tak uważam, a Åsleik mówi, że skoro tak, to on właściwie robi dobry interes i w takim razie co roku daje Siostrze za drogi prezent gwiazdkowy, mówi, a ja mówię tak, tak, potem zapada cisza, aż w końcu mówię, że zdarza się przecież, że wtykam mu parę banknotów za jagnięce żeberka i solone mięso, za suszoną rybę i drewno, i za odśnieżanie, a czasami daję mu torbę artykułów spożywczych kupionych w Bjørgvin, kiedy się tam wybiorę na zakupy, mówię, a on trochę zakłopotany mówi, że tak, rzeczywiście, to trzeba przyznać, mówi, a ja myślę, że nie powinienem był tego mówić, bo Åsleik nie chce brać ani pieniędzy, ani nic innego, ale kiedy uważam, że sam mam dość dla siebie, że mi wystarczy, a on jest, można powiedzieć, bez grosza, to wtedy po prostu wtykam mu kilka banknotów szybko, jakby potajemnie, jakbyśmy w ogóle tego nie zauważali, i tak samo kiedy jadę na zakupy do Bjørgvin, myślę, wtedy też zawsze kupuję coś dla Åsleika, bo chociaż zarabiam mało, to on w porównaniu ze mną nie zarabia prawie nic, myślę i patrzę na rzędy gotowych obrazów, które stoją zwrócone własnej roboty blejtramami na zewnątrz, a każdy obraz ma tytuł namalowany gęstą czarną farbą olejną na górze ramy, a ten, który stoi ostatni, ten, na który patrzę, nazywa się A fale wciąż biją, tak, tytuły są dla mnie ważne, stanowią jakby część samego obrazu i zawsze maluję je czarną farbą na górze blejtramu, a blejtramy zbijam sam, zawsze tak robiłem i będę tak robił, dopóki będę malował, myślę, no i myślę, że właściwie może tych obrazów na wystawę jest za dużo, ale wezmę wszystkie i zawiozę do Galerii Beyer, niech raczej Beyer niektóre odstawi do bocznego pomieszczenia przylegającego do samej galerii, do Banku, jak nazywa pokój, w którym składuje niewystawione obrazy, myślę, a potem idę i znów patrzę na ten obraz z dwiema krzyżującymi się liniami, obie są namalowane na grubo, impastem, jak mawiają, a farba lekko spłynęła i w miejscu, gdzie te dwie linie się krzyżują, powstał taki zadziwiający kolor, to piękny kolor bez nazwy, jak bywa najczęściej, bo oczywiście nie może być nazw dla wszystkich tych niezliczonych barw, które istnieją, myślę i odchodzę kilka metrów od obrazu, stoję i patrzę na niego, a potem gaszę światło i dalej stoję, patrząc na obraz po ciemku, bo na dworze jest ciemno, o tej porze roku jest ciemno albo prawie ciemno przez całą dobę bez przerwy, myślę, patrząc na obraz, a oczy przyzwyczajają się do ciemności i widzę te linie, widzę, jak się krzyżują, i widzę, że w tym obrazie jest dużo światła, tak, dużo niewidzialnego światła, więc tak, więc to chyba jednak może być dobry obraz, myślę i nie chcę dłużej na niego patrzeć, myślę, a mimo to dalej stoję i dalej patrzę, muszę w końcu przestać, myślę, patrzę więc na okrągły stół przy oknie, przy okrągłym stole są dwa krzesła, na jednym, tym z lewej strony, siedziałem i siedzę ja, a na tym z prawej stale siadywała Ales, tak, dopóki żyła, ale umarła zbyt młodo, nie chcę o tym myśleć, i siostra Alida też umarła zbyt młodo, i o tym też nie chcę myśleć, myślę i widzę siebie, jak siedzę na swoim krześle i patrzę na swój stały punkt na morzu, na Sygnesjøen, na który zwykle patrzę, na mój punkt orientacyjny, czubek sosny rosnącej poniżej domu ma się znaleźć pośrodku środkowej szybki w dwuskrzydłowym oknie, tej z prawej strony, bo okno jest podzielone na dwie części, oba skrzydła dają się otworzyć, a w każdym są trzy szybki, i właśnie na środku tej z prawej strony ma się znajdować czubek sosny, i dostrzegam sosnę, a przy tym moim punkcie orientacyjnym widzę w ciemności fale i widzę siebie patrzącego na fale, widzę też siebie idącego do samochodu, który stoi zaparkowany przed Galerią Beyer, idę w swoim długim czarnym płaszczu, a przez ramię mam przewieszoną tę brązową skórzaną torbę, właśnie byłem w Kawiarni, ale dziś nie miałem wielkiego apetytu i stanęło na tym, że jak wiele razy wcześniej nie zamówiłem obiadu, tylko kanapkę z kotletem siekanym i smażoną cebulą, a teraz zrobiło się już późno, a ja kupiłem wszystko to, co zamierzałem kupić w Bjørgvin, więc pora, żebym wracał do domu, do Dylgji, to mimo wszystko kawał drogi, myślę i wsiadam do samochodu, brązową torbę odkładam na siedzenie pasażera, uruchamiam auto i wyjeżdżam z Bjørgvin tą drogą, którą Beyer kiedyś nauczył mnie jeździć, tak, bo pewnego dnia nauczył mnie i wjeżdżać do Bjørgvin, i z niego wyjeżdżać, nauczył mnie jeździć do Galerii Beyer jedną drogą i wyjeżdżać z Galerii Beyer tą samą drogą w przeciwnym kierunku, myślę, wyjeżdżając z Bjørgvin, i zapadam w przyjemny stupor, jaki potrafi wywołać jazda samochodem, i widzę, że wkrótce będę przejeżdżał obok bloku, w którym mieszka Asle, tam, nad zatoką Skutevika, blok stoi na samym brzegu morza, a przed blokiem jest niewielka przystań, myślę, i widzę Aslego leżącego na kanapie, trzęsie się, całe jego ciało drży, a on myśli, czy ten dygot nie mógłby ustąpić?