Znałam te szaroniebieskie oczy, te złociście brązowe włosy, te pełne usta i te wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Znałam te uszy, które teraz były lekko spiczaste; te kończyny, które zyskały na smukłości i zatętniły nową siłą. Wszystkie ludzkie niedoskonałości wygładzone i zatarte subtelną poświatą nieśmiertelności.
Znałam tę pustkę, tę rozpacz, to zepsucie, które wyzierały z oczu.
Dłoń mi nie zadrżała, gdy przyszykowałam się do zadania ciosu.
Gdy chwyciłam drobnokościste ramię i spojrzałam wprost w znienawidzoną twarz – moją twarz.
Wbiłam jesionowy sztylet wprost w me wyczekujące serce.