1
St Péronne październik 1916
Śniło mi się jedzenie. Chrupkie bagietki z niepokalanie białym wnętrzem, prosto z pieca, jeszcze parujące, i dojrzały ser, którego brzegi rozlewały się ku krawędzi talerza. Winogrona i śliwki na miskach, poukładane w wysokie stosy, smagłe i wonne, napełniały swoim zapachem powietrze. Już miałam sięgnąć po jedną z nich, kiedy siostra mnie powstrzymała.
– Zostaw mnie – wymamrotałam. – Jestem głodna.
– Sophie. Obudź się.
Czułam smak tego sera. Miałam wgryźć się w reblochon, rozsmarować go na potężnym kawałku tego ciepłego pieczywa, a potem włożyć sobie do ust winogrono. Już czułam tę intensywną słodycz, ten wyrazisty aromat.
Ale oto na moim nadgarstku znalazła się dłoń siostry, powstrzymująca mnie przed tym. Talerze znikały, zapachy ulatniały się. Wyciągnęłam ku nim rękę, ale zaczęły pryskać jak bańki mydlane.
– Sophie.
– Co jest?
– Mają Auréliena!
Przewróciłam się na bok i zamrugałam oczami. Moja siostra miała na sobie bawełniany czepek, podobnie jak ja, żeby nie zmarznąć. Jej twarz, nawet w nikłym świetle świecy, pozbawiona była koloru, a oczy rozszerzone grozą.
– Pojmali Auréliena. Na dole.