Oprzytomniałam. Z dołu dobiegały męskie głosy, krzyki rozbrzmiewały echem na kamiennym dziedzińcu, w kojcu gdakały kury. Wśród gęstej ciemności powietrze wibrowało jakimś strasznym przeczuciem. Usiadłam na łóżku, otulając się szczelnie koszulą nocną i usiłując zapalić świecę stojącą na stoliku po mojej stronie.
Niezdarnie wymijając siostrę, przysunęłam się w stronę okna i wlepiłam wzrok w oświetlonych reflektorami samochodu żołnierzy na dziedzińcu oraz w mojego młodszego brata, który stał z rękami na głowie i starał się uchylić przed uderzeniami kolb karabinów.
– Co się dzieje?
– Dowiedzieli się o prosiaku.
– Co?
– Monsieur Suel musiał na nas donieść. Byłam w moim pokoju i usłyszałam, jak krzyczą. Mówią, że zabiorą Auréliena, jeśli im nie powie, gdzie jest świnia.
– On nic nie powie – stwierdziłam.
Wzdrygnęłyśmy się, słysząc krzyk brata. Spojrzałam na siostrę i ledwie ją poznałam: miała dwadzieścia cztery lata, a w jednej chwili postarzała się o kolejne dwadzieścia. Wiedziałam, że na mojej twarzy odbija się ten sam strach. Spełniły się nasze najgorsze obawy.