Ludzie w miasteczku mieli rację. Megan to wariatka. Co ta kobieta mówiła? Że ma uważać? To było straszne. Jedenastoletnia Leah nic z tego nie rozumiała. Chciała powiedzieć matce o tym, co się stało, ale nie mogła. Mama uznałaby, że zmyśla, i upomniałaby ją, że to nieładnie rozpuszczać plotki o biednej, bezradnej staruszce.
Leah wstała i powoli ruszyła do tylnych drzwi domu. Jego bezpieczny zapach uspokoił ją, kiedy tylko weszła do ciepłej kuchni.
– Cześć, Leah, w samą porę na herbatę. Siadaj. – Matka obróciła się do niej z uśmiechem, ale zaraz zmarszczyła brwi. – Ojej, co się stało? Jesteś blada jak upiór.
– Nic, nic, mamo. Wszystko w porządku. Tylko trochę boli mnie brzuch.
– Pewnie przez to, że rośniesz. Spróbuj coś zjeść. Na pewno poczujesz się lepiej.
Leah podeszła do matki i objęła ją mocno.
– O co chodzi?
– Hm… kocham cię, mamo. – Leah wtuliła się w jej ramiona i od razu zrobiło jej się o wiele lepiej.
Ale w następnym tygodniu, kiedy mama poprosiła ją, żeby jak zwykle zaniosła Megan jajka, odmówiła kategorycznie.
Megan zmarła sześć miesięcy później i Leah poczuła ulgę.