– Tak, ale ja… muszę już wracać do domu.
Oczy Megan patrzyły gdzieś w dal, poza Leah. Jej ciało się naprężyło.
– Jest zło, czuję je. Musisz mieć się na baczności.
Megan mówiła coraz głośniej. Leah sparaliżował lęk. Palce starej kobiety mocniej zacisnęły się na jej dłoni.
– Nienormalne rzeczy… złe… nie igraj z naturą, bo pomieszasz szyki. Biedna dusza… jest stracony… przeklęty… wróci, by odnaleźć cię na wrzosowiskach… a ty znajdziesz się tu z własnej woli. Tego, co pisane, nie da się zmienić… strzeż się go. – Nagle chwyt na dłoni Leah zelżał i Megan odchyliła się na oparcie fotela. Oczy miała zamknięte.
Leah poderwała się na nogi, pobiegła do drzwi i wyskoczyła na ulicę. Nie przestawała biec, póki nie dotarła do kurnika na tyłach małego szeregowego domku, w którym mieszkała z rodzicami. Otworzyła zasuwkę i osunęła się na ziemię, płosząc kury.
Oparła głowę o drewnianą ścianę i poczekała, aż oddech jej się uspokoi.