1.
Był maj i na polach zakwitł już rzepak. Jasnozielone liście drzew lśniły w słońcu. Na łąkach bujnie rozrastały się koniczyna i mniszek, a wiatr niósł delikatną woń soli. Tego wczesnoletniego wieczoru migoczące promienie słoneczne prześwitywały przez gałęzie dębów rosnących wzdłuż podjazdu do Lulinna. Aleja prowadziła do starego, obrośniętego bluszczem dworu. Po obu stronach drogi pasły się trakeny, dwa z nich galopowały właśnie po ogrodzonym wybiegu, trzeci zaś stanął na tylnych nogach i unosząc głowę, zarżał głośno.
Choć Belle Lombard prawie przez cały rok mieszkała w Berlinie, to nigdy nie przyszłoby jej do głowy nazwać Lulinn inaczej niż swoją ojczyzną.
„Pochodzę z Prus Wschodnich”, zwykła mawiać, kiedy ktoś pytał o jej dom, po czym dodawała: „Z Lulinna. To majątek, który już od trzystu lat jest w posiadaniu mojej rodziny. Znajduje się koło Insterburga*… czyli niedaleko litewskiej granicy”.