Jej córka Anastazja, zwana przez wszystkich w rodzinie Anną, ośmioletnia dziewczynka o długich, czarnych włosach, była typowym przykładem dziecka z rozbitej rodziny – ciągle ssała kciuk, obgryzała paznokcie, krzyczała we śnie i zachowywała się agresywnie w szkole. I nienawidziła swego ojca za to, że nie zwracał na nią uwagi.
– Ach, Belle – powiedziała z roztargnieniem Nikola. Wyglądała, jakby przed chwilą płakała. – A gdzie twój narzeczony? – spytała.
– Przyjedzie dopiero za dwa dni, dziś i jutro występuje jeszcze w teatrze w Berlinie. A co u ciebie, Nikolo?
– Wszystko w porządku – odpowiedziała, ale nie zabrzmiało to zbyt przekonująco. – Ale dobrze jest być znowu tutaj.
Obie kobiety popatrzyły na siebie uważnie – sfrustrowana, zgnębiona Nikola i radosna Belle, teraz pełna ufności i beztroski. „Też się wkrótce dowie, jakie jest życie”, pomyślała Nikola, „i jacy są mężczyźni…”.
Znienacka, zupełnie jak duch, z mroku chłodnego korytarza wynurzyła się Jadzia, polska gospodyni, która trzymała w rękach dwa kamionkowe dzbanki z maślanką.
– Jedzenie zaraz gotowe. Nie będzie lepsze, kiedy stać na stole. Będzie zimne, bo damy mówią i mówią!