– Prawie wszyscy! – Joseph uśmiechnął się radośnie. Uwielbiał odgrywać rolę gospodarza, który witał licznych krewnych z otwartymi ramionami. – Twój wujek Jo przyjechał już wczoraj, wraz z Lindą i Paulem. Siergiej i Nikola też już są i przywieźli ze sobą Anastazję.
Jo, czyli Johannes Degnelly, był bratem matki Belle. Mieszkał w Berlinie i pracował tam jako adwokat, zawsze starał się traktować Belle jak córkę, ona zaś czuła się bardzo związana z tym siwowłosym panem o melancholijnych oczach i refleksyjnej naturze. Lubiła też jego żonę Lindę, choć ta mimo swoich czterdziestu dwóch lat ciągle jeszcze przypominała lalkę o okrągłych oczach, tak jak za młodu. Jednak Belle najbardziej lubiła ich dwudziestodwuletniego syna Paula. Starszy od niej o trzy lata młodzieniec był spokojny i nieco rozmarzony i zdradzał zaskakującą pasję do samochodów i motorów. W Belle budził macierzyńskie uczucia i instynkty opiekuńcze. Kiedy oboje byli dziećmi, postanowili w przyszłości wziąć ślub, ale potem oczywiście zostali tylko dobrymi przyjaciółmi.