Rosa podniosła kartę i przez moment jej się przyglądała. Zaraz potem wyciągnęła komórkę.
– Ciekawe – odezwała się, a potem potrząsnęła głową. – Tylko dwie karty w talii Ridera-Waite’a mają taką belkę: Sprawiedliwość i Cesarz. Najwyraźniej to podstawa tronu, ale… tutaj powinny być zupełnie inne znaki. Kropki i pionowe linie, a nie jakieś litery.
– Te nie są jakieś – odparł Edling.
Rosa zamrugała i spojrzała na niego, jakby dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że wspomniał o kodzie.
– Pamiętasz sprawę seryjnego zabójcy, który nazywał się Zodiakiem? – spytał.
Zobaczywszy karcący wzrok Gochy, uświadomił sobie, że było to pytanie retoryczne.
Nawet bez głośnego filmu Finchera z 2007 roku nie było chyba dziennikarza, który nie znałby tej sprawy. Zodiak grasował w okolicach San Francisco w końcówce lat sześćdziesiątych, polując na przypadkowe ofiary. Zasłynął w zbiorowej świadomości nie tyle samymi morderstwami, ile listami, które wysyłał do gazet – i w których przyznawał się do zabicia trzydziestu siedmiu osób. Nigdy nie został ujęty, a jego tożsamość do dziś pozostawała nieznana. W toku śledztwa podejrzewano parę osób, ale nikomu nawet nie postawiono zarzutów.