To nie jest typ faceta, który przemyka się do restauracji, lecz taki, który jest jej właścicielem i kroczy w niej pewnie. Rozmawialiśmy, gdy podążał przez główne piętro studia projektowego, dokonując inspekcji prototypowych części aut. Przy każdej stacji pracownicy spieszyli do niego, zasypując informacjami. Z uwagą słuchał, przetwarzał je, a gdy był zadowolony z tego, co usłyszał – potakiwał. Ludzie odchodzili, a Musk udawał się do kolejnego punktu odbioru danych. W pewnej chwili szef zespołu projektowego Tesli Franz von Holzhausen poprosił Muska o akceptację nowych opon i felg dla Modelu X. Rozmawiali, a potem przeszli na zaplecze, gdzie kierownictwo firmy zajmującej się sprzedażą wysokiej klasy oprogramowania graficznego przygotowało dla Muska prezentację. Chcieli pochwalić się nową technologią renderowania 3D, która miała pozwolić Tesli doszlifować wykończenie wirtualnego Modelu S i zobaczyć w szczegółach, jak cienie czy światła uliczne grałyby na karoserii. Inżynierowie Tesli naprawdę chcieli tych systemów, a do tego potrzebowali podpisu Muska.