Niech więc będzie wiadome, że wybuch fantazji bogacenia się na Internecie pozostawił San Francisco i Dolinę Krzemową w głębokiej depresji. Nieskończone imprezy dobiegły końca. Prostytutki przestały tłoczyć się na ulicach Tenderloin o szóstej nad ranem, oferując miłość przed pracą („No chodź, skarbie, to lepsze niż kawa!”). Zamiast Barenaked Ladies na targach branżowych można było czasem posłuchać zespołu grającego kawałki Neila Diamonda, dostać darmowy T-shirt i przełknąć swoją porcję wstydu.
Branża technologiczna nie miała pojęcia, co ze sobą począć. Tępi inwestorzy dostarczający kapitału wysokiego ryzyka, którzy zostali przejęci w czasach bańki, nie chcieli wyjść na jeszcze bardziej tępych, więc przestali finansować kolejne przedsięwzięcia. Wielkie pomysły przedsiębiorców zostały zastąpione najmniejszymi. Zupełnie jakby Dolina Krzemowa weszła w fazę masowego odwyku. Brzmi melodramatycznie, ale taka jest prawda. Populacja licząca miliony bystrych ludzi zaczęła wierzyć, że ma przed sobą misję wynalezienia przyszłości. I nagle… bum! Bezpieczna gra raptownie stała się czymś modnym.