Zamiast zostać w Dolinie Krzemowej i wpaść do tego samego dołka co jego koledzy, Musk przeniósł się do Los Angeles. Popularny pogląd głosił wówczas, by wziąć głęboki oddech i poczekać, aż kolejna fala hossy nadejdzie we właściwym czasie. Musk odrzucił takie podejście, wydając sto milionów dolarów na SpaceX, siedemdziesiąt milionów na Teslę i kolejne dziesięć na SolarCity. Nie mając szybkiego przepisu na finansowy sukces, Musk wybrał najszybszą drogę do zniszczenia swojej fortuny. Stał się jednoosobowym sklepem z kapitałem najwyższego ryzyka, który podwoił produkcję najbardziej złożonych dóbr fizycznych w dwóch najdroższych miejscach na świecie: Los Angeles i Dolinie Krzemowej. W miarę możliwości jego firmy wytwarzały towar od zera i starały się redefiniować, co branża kosmiczna, motoryzacyjna i solarna uważały za pewnik.