Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

Woj­nicz zszedł na dół oko­ło dzie­sią­tej, był bo­wiem umó­wio­ny na ba­da­nia w kur­hau­sie.

W ca­łym domu z po­wo­du ma­łych okien, rzad­ko roz­miesz­czo­nych w ścia­nach, pa­no­wał pół­mrok – to ty­po­we dla gór­skiej ar­chi­tek­tu­ry. Sta­ły tu owal­ny stół przy­kry­ty wzo­rzy­stym gru­bym ob­ru­sem, ka­na­pa i kil­ka krze­seł, pod ścia­ną zaś pia­ni­no, o jego rzad­kim uży­wa­niu świad­czy­ły po­je­dyn­cze śla­dy pal­ców na po­ły­sku­ją­cej kla­pie i plik po­żół­kłych nut. Nie­du­ża pó­łecz­ka wi­szą­ca obok peł­na była ksią­żek o re­gio­nie, oko­licz­nych tra­sach nar­ciar­skich i za­byt­kach. W ogrom­nym prze­szklo­nym kre­den­sie bie­li­ła się pięk­na por­ce­la­no­wa za­sta­wa z ko­bal­to­wy­mi sen­ty­men­tal­ny­mi scen­ka­mi – pa­ste­rzy i owiec.

– Ge­mütlich – szep­nął do sie­bie Mie­czy­sław, za­do­wo­lo­ny, że przy­po­mniał so­bie pew­ne nie­miec­kie sło­wo, któ­re lu­bił szcze­gól­nie. Ta­kie­go sło­wa bra­ko­wa­ło w jego ję­zy­ku. Przy­tul­nie? Miło?