Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

Po­wra­ca­ły doń też sło­wa dok­to­ra So­ko­łow­skie­go z cza­sów, kie­dy ten za­czął go le­czyć i zma­gać się z jego apa­tią – że ży­cie na­le­ży uczy­nić ape­tycz­nym. Tak, ape­tycz­ne, to lep­sze sło­wo niż „ge­mütlich”, po­my­ślał Woj­nicz, od­no­si­ło się bo­wiem nie tyl­ko do prze­strze­ni, ale tak­że do wszyst­kie­go in­ne­go – do czy­je­goś gło­su, do spo­so­bu mó­wie­nia, sia­da­nia w fo­te­lu, wią­za­nia chust­ki pod szy­ją, do tego, jak uło­żo­ne są cia­stecz­ka na ta­le­rzy­ku. Prze­cią­gnął pal­cem po sto­le przy­kry­tym mięk­kim oliw­ko­wo­zie­lo­nym plu­szem i do­pie­ro po chwi­li z prze­stra­chem za­uwa­żył w fo­te­lu przy oknie szczu­płe­go męż­czy­znę o wy­ra­zi­stych pta­sich ry­sach, w dru­cia­nych oku­la­rach na wy­dat­nym no­sie. Spo­wi­ja­ła go chmu­ra pa­pie­ro­so­we­go dymu. Ręka Woj­ni­cza od­sko­czy­ła od plu­szu jak opa­rzo­na i znik­nę­ła w ob­ję­ciach dru­giej, za­kło­po­ta­na. Męż­czy­zna, rów­nie zmie­sza­ny tym od­kry­ciem jego sa­mot­no­ści, wstał i przed­sta­wił się dość ofi­cjal­nie, po nie­miec­ku, z dziw­nym ślą­skim ak­cen­tem:

– Wal­ter From­mer. Z Bre­slau.