Dalej nie czytał, ale złożył broszurkę na pół i wsunął ją do kieszeni. Teraz jego uwagę przyciągnęła przeszklona gablota, gdzie stało ludzkie torso wykonane z drewna – bez głowy, rąk i nóg, z otwartą klatką piersiową i brzuchem, prezentowało narządy wewnętrzne pomalowane na różne kolory. Wojnicz podszedł do drewnianego kadłubka, żeby przyjrzeć się płucom. Były gładkie i czyste, wypolerowane, lśniące od lakieru. Przypominały mięsiste płatki monstrualnego kwiatu albo grzyby, które porastają korę drzew. Jak cudownie dopasowały się do rozmiaru piersi, jak pogodziły swoją powietrzną naturę z klatką żeber. Oglądał je uważnie, próbując zajrzeć pod spiczasty rożek, gdzie dochodziły do innych, pozwijanych narządów w rozmaitych kolorach. Mimo wszystko jednak był rozczarowany, spodziewał się może czegoś nowego, czego jeszcze nie wiedział. Rozwiązania tajemnicy. Dlaczego jest chory. A dlaczego inni nie.