Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

Gdy wró­cił na miej­sce, ogar­nął go zna­ny mu nie­po­kój, owo roz­draż­nie­nie, któ­re za­wsze skut­ku­je tą samą re­ak­cją or­ga­ni­zmu – po­ta­mi. Bę­dzie mu­siał się ro­ze­brać i wy­sta­wić swo­je cia­ło na wzrok ob­ce­go. I pa­ni­ka: jak ukry­je przed dok­to­rem swo­ją wsty­dli­wą przy­pa­dłość. Co trze­ba bę­dzie mó­wić, żeby nie po­ru­szyć tych wszyst­kich draż­li­wych dla sie­bie kwe­stii. Jak się wy­mknąć. Ćwi­czył to już tyle razy.

Gdy dok­tor wpadł do po­cze­kal­ni, na­wet na nie­go nie spoj­rzał – prze­mie­rzył ją szyb­kim kro­kiem, po­wie­wa­ły za nim tyl­ko poły bia­łe­go far­tu­cha. Dał ręką znak, by pa­cjent wstał. Mie­czy­sław pra­wie truch­tem ru­szył za dok­to­rem do du­że­go ga­bi­ne­tu z ogrom­nym oknem, peł­ne­go prze­szklo­nych ga­blot, roz­ma­itych me­dycz­nych urzą­dzeń i dziw­nych fo­te­li. Ja­koś nie za­sko­czy­ło Woj­ni­cza, że przy biur­ku dok­to­ra sta­ła opar­ta o nie strzel­ba – duża, wca­le nie my­śliw­ska, chy­ba ra­czej win­che­ster, z pięk­nie wy­po­le­ro­wa­ną kol­bą. Dok­tor, nie od­wra­ca­jąc się, ka­zał mu usiąść i w ten spo­sób Woj­nicz po­czuł się bez­piecz­nie ukry­ty za biur­kiem jak w oko­pie.