Gdy wrócił na miejsce, ogarnął go znany mu niepokój, owo rozdrażnienie, które zawsze skutkuje tą samą reakcją organizmu – potami. Będzie musiał się rozebrać i wystawić swoje ciało na wzrok obcego. I panika: jak ukryje przed doktorem swoją wstydliwą przypadłość. Co trzeba będzie mówić, żeby nie poruszyć tych wszystkich drażliwych dla siebie kwestii. Jak się wymknąć. Ćwiczył to już tyle razy.
Gdy doktor wpadł do poczekalni, nawet na niego nie spojrzał – przemierzył ją szybkim krokiem, powiewały za nim tylko poły białego fartucha. Dał ręką znak, by pacjent wstał. Mieczysław prawie truchtem ruszył za doktorem do dużego gabinetu z ogromnym oknem, pełnego przeszklonych gablot, rozmaitych medycznych urządzeń i dziwnych foteli. Jakoś nie zaskoczyło Wojnicza, że przy biurku doktora stała oparta o nie strzelba – duża, wcale nie myśliwska, chyba raczej winchester, z pięknie wypolerowaną kolbą. Doktor, nie odwracając się, kazał mu usiąść i w ten sposób Wojnicz poczuł się bezpiecznie ukryty za biurkiem jak w okopie.