– O tak. Brehmer zauważył, że to jeżdżenie do Włoch z gruźlicą nie ma najmniejszego sensu. Tylko górskie powietrze leczy naprawdę. Takie jak tutaj. Widział pan? – Lekarz podszedł do okna i na krótką chwilę się zamyślił. – Jesteśmy tutaj w kotle – mówiąc to, wykonał koliste, przesadnie szerokie ruchy rękami, jakby chciał dobitniej uświadomić słuchającemu naturę tego fenomenu. – Pod nami znajduje się wielkie podziemne jezioro, które sprawia, że jest tutaj cieplej niż gdzie indziej. To powietrze jest bogate w tlen, ale nie ma wiatru. Choroby płucne i epidemie nigdy nie były znane miejscowej ludności, uwierzy pan? Nikt tu nigdy nie chorował na płuca. A dodatkowo wysokość położenia pozostaje w granicach niezbędnych dla leczenia chorób płucnych, bo znowu nie przyspiesza zbytnio pracy serca, jak to bywa w miejscowościach leżących powyżej dziewięciuset metrów nad poziomem morza. Rośnie tu las jodłowy, który nasyca powietrze ozonem, a ozon odgrywa kluczową rolę w odnawianiu krwi i całego organizmu.