Empuzjon
Olga Tokarczuk — Literatura piękna

Samo od­dy­cha­nie za­trzy­ma pro­ces roz­pa­du pana mło­dych płuc. Każ­dy od­dech jest lecz­ni­czy, niech pan to tak po­strze­ga. Niech pan so­bie wy­obra­zi, że z każ­dym od­de­chem wpły­wa w pana płu­ca czy­ste świa­tło. – Dok­tor pa­trzył na Mie­czy­sła­wa przez szkła oku­la­rów, któ­re po­więk­sza­ły jego ciem­ne oczy w nie­po­ko­ją­cy spo­sób. – A oprócz tego mamy tu jesz­cze inne atrak­cje. Pan musi się tyl­ko pod­po­rząd­ko­wać, pod­dać re­żi­mo­wi le­cze­nia. Niech się pan po­czu­je jak w woj­sku.

Pod­szedł do okna i po­ka­zał mu ru­chem gło­wy spa­ce­ru­ją­cych po par­ku pa­cjen­tów.

– To są pań­scy to­wa­rzy­sze bro­ni.

Woj­nicz na­gle zdał so­bie spra­wę, że nie po­lu­bi tego le­ka­rza. Przy­po­mniał mu się ła­god­ny, do­bry dok­tor So­ko­łow­ski.

– To jest dla mnie ja­sne, pa­nie dok­to­rze – od­po­wie­dział, ob­cią­ga­jąc man­kie­ty ko­szu­li. – Chciał­bym tyl­ko wie­dzieć, czy mam ja­kąś szan­sę.

– Oczy­wi­ście, że ma pan szan­sę. Ina­czej wca­le by pan tu­taj nie przy­je­chał, mło­dy czło­wie­ku. Nie od­wa­żył­by się pan tu przy­je­chać, nie czu­jąc, że ma pan szan­sę. Cho­ro­wał­by pan so­bie spo­koj­nie na Wscho­dzie. Tam jest pła­sko, praw­da?