Samo oddychanie zatrzyma proces rozpadu pana młodych płuc. Każdy oddech jest leczniczy, niech pan to tak postrzega. Niech pan sobie wyobrazi, że z każdym oddechem wpływa w pana płuca czyste światło. – Doktor patrzył na Mieczysława przez szkła okularów, które powiększały jego ciemne oczy w niepokojący sposób. – A oprócz tego mamy tu jeszcze inne atrakcje. Pan musi się tylko podporządkować, poddać reżimowi leczenia. Niech się pan poczuje jak w wojsku.
Podszedł do okna i pokazał mu ruchem głowy spacerujących po parku pacjentów.
– To są pańscy towarzysze broni.
Wojnicz nagle zdał sobie sprawę, że nie polubi tego lekarza. Przypomniał mu się łagodny, dobry doktor Sokołowski.
– To jest dla mnie jasne, panie doktorze – odpowiedział, obciągając mankiety koszuli. – Chciałbym tylko wiedzieć, czy mam jakąś szansę.
– Oczywiście, że ma pan szansę. Inaczej wcale by pan tutaj nie przyjechał, młody człowieku. Nie odważyłby się pan tu przyjechać, nie czując, że ma pan szansę. Chorowałby pan sobie spokojnie na Wschodzie. Tam jest płasko, prawda?