Wstęp
Gdy pisałem swoją pierwszą książkę trzydzieści lat temu, zimna wojna osiągała apogeum[1]. Groziła nam wymiana nuklearnych ciosów między „Zachodem” a sowieckim „Wschodem”. Wielka Brytania przystąpiła właśnie do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, która sięgała jedynie Niemiec Zachodnich. Od Lubeki po Triest rozciągała się nieprzerwana żelazna kurtyna, a kraje położone na wschód od niej znajdowały się pod rządami ponurych, kontrolowanych przez Moskwę komunistycznych reżimów. Co więcej, żelazna kurtyna zaczynała dzielić nasze umysły. Wydawało się, że nazwa „Europa” nie dotyczy już całości kontynentu, lecz coraz częściej skrótowo określa projekt wdrażany w jego zachodniej części. Na pierwszy rzut oka z tej pułapki nie było wyjścia. Posiadający największy arsenał jądrowy na świecie ZSRR wydawał się niezwyciężony. Idea wolnej i zjednoczonej Europy stała się ułudą.