Fetysz
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

Prolog

Zdjęty lękiem patrzył na swój dom. Upiorna cha­łupa stała tam, gdzie zawsze. Tro­chę na ubo­czu, za cią­giem garaży, przy zjeź­dzie w gęstwinę, wcale nie tak daleko od torów kole­jo­wych z jed­nej i świeżo wybu­do­wa­nego osie­dla blo­ków z dru­giej strony. Bez­listne pną­cza wino­blusz­czu opla­tały ją niczym utkany przez pająka kokon. Zda­wały się trzy­mać w szpo­nach całą kon­struk­cję, roz­sy­pu­jący się komin i pokryte szro­nem okna, płot, na któ­rym prze­sia­dy­wały kruki i wrony, a nawet stra­cha na wró­ble, który stra­szył jedy­nie dzieci sąsia­dów. Obej­ście spo­wi­jała gęsta mgła, w oddali szcze­kał pies. W izbie tań­czyły pło­mie­nie świec.

Chło­piec moc­niej chwy­cił palec opie­kunki.

– Cie­szysz się? – zapy­tała, kuca­jąc obok niego.

Pokrę­cił głową. Pocią­gnął nosem. Miał na sobie grubą kurtkę zapi­naną na guziki, wyso­kie buty z kożusz­kiem, weł­nianą czapkę i gruby sza­lik, na dło­niach ręka­wiczki z jed­nym pal­cem. I wcale się nie cie­szył.

– Twój ojciec już cię nie skrzyw­dzi. Odszedł. – Kobieta posłała chłopcu oszczędny uśmiech. Popra­wiła mu zacho­dzącą na oczy grzywkę, pstryk­nęła go w nos. – Jesteś uro­dzo­nym szczę­ścia­rzem. Nie zapo­mi­naj o tym.