Cichutko, dziecino, nie mów nic,
I nie kładź się blisko krawędzi…
Cichutko, dziecino, nie mów nic,
Bo przyjdzie i twe ciało uwędzi…
Cichutko, dziecino…
Matka zamilkła. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w syna. Dlaczego nie szukał jej dotyku? Dlaczego udawał, że jej nie widzi? Przecież zrobiłaby wszystko, aby go ochronić, ocalić przed złem, uszczęśliwić. Zresztą udowodniła swoją nieskończoną miłość. Potwora już w domu nie było. I nigdy nie wróci.
Pomyślała, że chłopcu brakuje bliskości, wszak teraz będzie musiała obdzielić miłością oboje. Dlatego odłożyła córkę do kołyski i przykucnęła obok syna. Pogłaskała go po głowie, przytuliła do nagiej piersi.
– Twoja kolej – rzekła.
Chłopiec wiedział, że jest już za duży, ale nie chciał robić mamie przykrości. Mama przecież bardzo go kochała. Dlatego przylgnął do piersi i zaczął ją łapczywie ssać.