Fetysz
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

Przez następny kwa­drans sie­dział przy piecu w zadu­chu izby, susząc mokre spodnie, uda­jąc, że grzeje zmar­z­nięte stopy i dło­nie. Bez­zębna matka opro­wa­dzała kobietę po cha­łu­pie, poka­zy­wała pal­cami tu i tam, gesty­ku­lo­wała. Potem usia­dły przy her­ba­cie, kobieta wyjęła doku­menty i dłu­go­pis, pod­su­nęła je matce, a matka je pod­pi­sała. Wstały i podały sobie dło­nie, kobieta spoj­rzała na chłopca, powtó­rzyła, żeby się nie mar­twił i że wszystko będzie dobrze, potem jesz­cze dodała „z Bogiem” i wyszła.

Nastała upiorna cisza. A potem coś trza­snęło w skle­pie­niu. W kro­kwiach. Pew­nie pną­cza, pomy­ślał chło­piec. To one zaci­skają się na cha­łu­pie, aby ją zgnieść, zadu­sić, zro­bić z niej mia­zgę. To miej­sce tylko na to zasłu­guje, na znisz­cze­nie.

Dla­czego nie dokoń­czą dzieła?

Matka prze­krę­ciła zamki i zasu­nęła rygiel. Odwró­ciła się, pogła­skała córeczkę po czole, wbiła wzrok w sie­dzą­cego przy piecu malca. Sie­dział po turecku, uda­jąc, że ich nie widzi. Tak bar­dzo go kochała…

– Od dziś w tym domu nikt nikogo krzyw­dzić nie będzie – szep­nęła do nie­mow­lę­cia, roz­ko­ły­sała je i nucąc koły­sankę sen­nie ruszyła w kie­runku pieca.