– Ależ skąd! Ten, o którym mówię, to Hari Seldon. Psychohistoryk. Nie słyszałem o żadnym Seldonie Kruku.
– To właśnie ten. Nazywają go Krukiem, bo cały czas przepowiada katastrofę. Żargon, rozumiesz…
– Naprawdę? – Gaal był szczerze zdziwiony.
– Przecież musisz o tym wiedzieć. – Jerril już się nie uśmiechał. – Przyjechałeś, żeby pracować dla niego, tak?
– No, tak. Jestem matematykiem. Dlaczego przepowiada katastrofę? Jaką katastrofę?
– No, a jak myślisz?
– Nie mam najmniejszego pojęcia. Czytałem artykuły Seldona i jego współpracowników. Wszystkie dotyczą teorii matematycznych.
– Tak, te, które ogłaszają drukiem.
Gaal wyraźnie się stropił.
– Chyba wrócę już do pokoju – powiedział. – Bardzo się cieszę, że cię poznałem.
Jerril machnął obojętnie ręką na pożegnanie.
W pokoju zastał Gaal oczekującego na niego mężczyznę. Był zbyt zaskoczony, aby wykrztusić „Co pan tutaj robi?”, choć słowa te same cisnęły się na usta. Stał tak dobrą chwilę. Wreszcie mężczyzna podniósł się. Był stary, prawie zupełnie łysy i lekko utykał, ale jego błękitne oczy patrzyły bystro.
– Jestem Hari Seldon – rzekł.