Fundacja
Isaac Asimov — Science fiction

– Ależ skąd! Ten, o któ­rym mówię, to Hari Sel­don. Psy­cho­hi­sto­ryk. Nie sły­sza­łem o żad­nym Sel­donie Kruku.

– To wła­śnie ten. Nazy­wają go Kru­kiem, bo cały czas prze­po­wiada kata­strofę. Żar­gon, rozu­miesz…

– Naprawdę? – Gaal był szcze­rze zdzi­wiony.

– Prze­cież musisz o tym wie­dzieć. – Jer­ril już się nie uśmie­chał. – Przy­je­cha­łeś, żeby pra­co­wać dla niego, tak?

– No, tak. Jestem mate­ma­ty­kiem. Dla­czego prze­po­wiada kata­strofę? Jaką kata­strofę?

– No, a jak myślisz?

– Nie mam naj­mniej­szego poję­cia. Czy­ta­łem arty­kuły Sel­dona i jego współ­pra­cow­ni­ków. Wszyst­kie doty­czą teo­rii mate­ma­tycz­nych.

– Tak, te, które ogła­szają dru­kiem.

Gaal wyraź­nie się stro­pił.

– Chyba wrócę już do pokoju – powie­dział. – Bar­dzo się cie­szę, że cię pozna­łem.

Jer­ril mach­nął obo­jęt­nie ręką na poże­gna­nie.

W pokoju zastał Gaal ocze­ku­ją­cego na niego męż­czy­znę. Był zbyt zasko­czony, aby wykrztu­sić „Co pan tutaj robi?”, choć słowa te same cisnęły się na usta. Stał tak dobrą chwilę. Wresz­cie męż­czy­zna pod­niósł się. Był stary, pra­wie zupeł­nie łysy i lekko uty­kał, ale jego błę­kitne oczy patrzyły bystro.

– Jestem Hari Sel­don – rzekł.