– Tak. Ale większą część tej podróży zajęło nam wydobycie się na poziom gruntu. Budowle Trantora sięgają na milę w głąb planety. Są jak góry lodowe. Dziewięć dziesiątych jest niewidoczne. Na wybrzeżu miasto rozciąga się nawet na kilka mil pod powierzchnią oceanu. Prawdę mówiąc, dotarliśmy tak głęboko, że wykorzystujemy różnicę temperatur między powierzchnią a warstwami położonymi kilka mil niżej do produkcji całej zużywanej przez nas energii. Nie wiedziałeś o tym?
– Nie, myślałem, że korzystacie z elektrowni atomowych.
– Kiedyś korzystaliśmy. Ale tak jest taniej.
– Wyobrażam sobie.
– Co myślisz o tym wszystkim? – spytał Jerril. Znikła gdzieś jego jowialność. Spoglądał podejrzliwie na Gaala, jakby czyhał tylko na jego potknięcie.
Dornick szukał odpowiednich słów.
– To jest wspaniałe – powiedział w końcu.
– Spędzasz tu wakacje? Podróżujesz? Zwiedzasz?
– Niezupełnie. Prawdę mówiąc, zawsze chciałem znaleźć się na Trantorze, ale przyjechałem tu do pracy.
– Ach, tak.
Gaal uważał, że powinien powiedzieć coś więcej.
– Będę pracował na uniwersytecie, w zespole profesora Seldona.
– Seldona Kruka?