Fundacja
Isaac Asimov — Science fiction

– Tak. Ale więk­szą część tej podróży zajęło nam wydo­by­cie się na poziom gruntu. Budowle Tran­tora się­gają na milę w głąb pla­nety. Są jak góry lodowe. Dzie­więć dzie­sią­tych jest nie­wi­doczne. Na wybrzeżu mia­sto roz­ciąga się nawet na kilka mil pod powierzch­nią oce­anu. Prawdę mówiąc, dotar­li­śmy tak głę­boko, że wyko­rzy­stu­jemy róż­nicę tem­pe­ra­tur mię­dzy powierzch­nią a war­stwami poło­żo­nymi kilka mil niżej do pro­duk­cji całej zuży­wa­nej przez nas ener­gii. Nie wie­dzia­łeś o tym?

– Nie, myśla­łem, że korzy­sta­cie z elek­trowni ato­mo­wych.

– Kie­dyś korzy­sta­li­śmy. Ale tak jest taniej.

– Wyobra­żam sobie.

– Co myślisz o tym wszyst­kim? – spy­tał Jer­ril. Zni­kła gdzieś jego jowial­ność. Spo­glą­dał podejrz­li­wie na Gaala, jakby czy­hał tylko na jego potknię­cie.

Dornick szu­kał odpo­wied­nich słów.

– To jest wspa­niałe – powie­dział w końcu.

– Spę­dzasz tu waka­cje? Podró­żu­jesz? Zwie­dzasz?

– Nie­zu­peł­nie. Prawdę mówiąc, zawsze chcia­łem zna­leźć się na Tran­to­rze, ale przy­je­cha­łem tu do pracy.

– Ach, tak.

Gaal uwa­żał, że powi­nien powie­dzieć coś wię­cej.

– Będę pra­co­wał na uni­wer­sy­te­cie, w zespole pro­fe­sora Sel­dona.

– Sel­dona Kruka?