Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Za­pew­ne. Ale roz­ma­ite by­wa­ją ko­rzy­ści. Mrów­ki, któ­re na­po­tka­ły w swej wę­drów­ce nie­ży­we­go fi­lo­zo­fa, też na tym sko­rzy­sta­ły. Je­śli przy­kład jest szo­ku­ją­cy, o to mi wła­śnie cho­dzi­ło. Pi­śmien­nic­two, od swo­ich na­ro­dzin, mia­ło jed­ne­go ja­ko­by wro­ga, któ­rym jest ogra­ni­cze­nie my­śli wy­po­wia­da­nej. Oka­zu­je się jed­nak, że wol­ność sło­wa bywa dla my­śli środ­kiem bar­dziej za­bój­czym; za­ka­za­ne my­śli mogą krą­żyć po­ta­jem­nie, ale co zro­bić tam, gdzie do­nio­sły fakt gi­nie w po­wo­dzi fal­sy­fi­ka­tów, a głos praw­dy za­głu­szo­ny zo­sta­je nie­sa­mo­wi­tą wrza­wą i cho­ciaż swo­bod­nie się roz­le­ga, nie może być do­sły­sza­ny, al­bo­wiem tech­ni­ki in­for­ma­cyj­ne do­pro­wa­dzi­ły, jak do­tąd, je­dy­nie do sy­tu­acji, w któ­rej naj­le­piej od­bie­rać moż­na tego, kto ry­czy naj­gło­śniej, choć­by i naj­nie­praw­dzi­wiej?