Głos Pana
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

A prze­cież jed­nym z pierw­szych za­dań uczo­ne­go jest nie okre­śla­nie roz­mia­rów zdo­by­tej wie­dzy, bo ta sama sie­bie tłu­ma­czy, lecz roz­mia­rów igno­ran­cji, któ­ra jest tej wie­dzy nie­wi­dzial­nym Atla­sem.

Nie mam złu­dzeń. Oba­wiam się, że nie zo­sta­nę usły­sza­ny, po­nie­waż nie ist­nie­ją już au­to­ry­te­ty uni­wer­sal­ne. Roz­pad czy też roz­kład spe­cja­li­stycz­ny po­su­nął się do­sta­tecz­nie da­le­ko, aby od­po­wied­ni fa­chow­cy od­ma­wia­li mi kom­pe­ten­cji, ile­kroć wkro­czę na ich te­re­ny. Już daw­no po­wie­dzia­no, że spe­cja­li­sta to bar­ba­rzyń­ca, któ­re­go igno­ran­cja nie jest wszech­stron­na. Moje pe­sy­mi­stycz­ne ho­ro­sko­py opie­ra­ją się na oso­bi­stym do­świad­cze­niu.

Dzie­więt­na­ście lat temu opu­bli­ko­wa­łem wspól­nie z mło­dym an­tro­po­lo­giem, Ma­xem Thor­no­pem (zgi­nął tra­gicz­nie w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym), pra­cę, w któ­rej udo­wod­ni­łem, że ist­nie­je próg kom­pli­ka­cji dla au­to­ma­tów skoń­czo­nych, ste­ro­wa­nych al­ge­do­nicz­nie, do ja­kich na­le­żą wszyst­kie zwie­rzę­ta wraz z czło­wie­kiem. Ste­ro­wa­nie al­ge­do­nicz­ne ozna­cza oscy­la­cję po­mię­dzy karą i na­gro­dą jako bó­lem i roz­ko­szą.