Isaac Morris zaprzeczył stanowczym ruchem małej, łysej głowy.
– Niestety, panie kapitanie, w tym właśnie leży sedno sprawy. Mój klient słyszał o panu i wie, że jest pan człowiekiem, który poradzi sobie w każdej sytuacji. Jestem upoważniony do wypłacenia panu stu gwinei w zamian za to, że pojedzie pan do Sticklehaven w Devonie. Najbliższą stacją jest Oakbridge, stamtąd odwiozą pana autem do Sticklehaven, a potem motorówką na Wyspę Żołnierzyków. Tam stawi się pan do dyspozycji mego klienta.
Lombard zapytał nagle:
– Na jak długo?
– Najwyżej na tydzień.
Gładząc wąsik, Lombard rzekł:
– Ale pan rozumie, że nie mogę podjąć się rzeczy nielegalnych.
Mówiąc to, ostrym spojrzeniem objął Morrisa.
Na grubych wargach pośrednika pojawił się nikły uśmieszek, gdy odpowiedział uroczyście:
– Jeśli zostanie panu zaproponowane coś niezgodnego z prawem, ma pan całkowitą wolność decyzji.
Niech diabli wezmą gładki uśmiech tego bydlęcia! Robił wrażenie, jak gdyby dobrze wiedział, że w życiu Lombarda zgodność z prawem nie zawsze była zasadą sine qua non...
Na twarzy Philipa pojawił się grymas.
Na Jowisza, nieraz zdarzało mu się ryzykować. Ale zawsze potrafił wyjść cało. Wiedział, kiedy nie należy przeciągać struny.