W tłumie dostrzegam Gale’a, spogląda na mnie z cieniem uśmiechu na ustach. Jak na dożynki, dziś jest przynajmniej odrobinę zabawnie. Nagle myślę o czterdziestu dwóch kartkach z nazwiskiem Gale’a, wrzuconych do szklanej kuli. Okoliczności wyjątkowo mu nie sprzyjają, jest w nieporównywalnie gorszej sytuacji od wielu innych chłopców. Może myśli to samo o mnie, bo jego twarz pochmurnieje. Chciałabym przypomnieć mu szeptem, że w kuli są tysiące karteczek.
Nadeszła pora na losowanie. Effie Trinket jak zwykle oznajmia: „Damy mają pierwszeństwo!” i podchodzi do kuli z nazwiskami dziewcząt. Sięga do środka, głęboko zanurza rękę i wyławia karteczkę. Publiczność zgodnie wstrzymuje oddech, można by usłyszeć odgłos upuszczanej szpilki. Robi mi się niedobrze, z desperacką nadzieją powtarzam w myślach, że to nie ja, nie ja, nie ja.
Effie Trinket wraca na mównicę, wygładza papierek i głośnoodczytuje nazwisko. To nie ja.
To Primrose Everdeen.