Igrzyska śmierci
Suzanne Collins — Dla dzieci

Zwieszam nogi z łóżka i wskakuję w myśliwskie buty. Elastyczna skóra dostosowała się do kształtu moich stóp. Wciągam na siebie spodnie, koszulę, upycham długi, ciemny warkocz pod czapką i chwytam chlebak. Na stole, pod drewnianą miską, która chroni żywność przed wygłodniałymi szczurami i kotami, leży kawał wyśmienitego koziego sera, owinięty w liście bazylii. Prezent od Prim, na dożynki. Ostrożnie wkładam ser do kieszeni i wychodzę z domu.

O tej porze nasz rejon Dwunastego Dystryktu, nazywany Złożyskiem, zwykle zapełniają górnicy, tłumnie zmierzający na poranną szychtę mężczyźni i kobiety o przygarbionych ramionach i obrzękniętych kostkach palców. Wielu z nich od dawna już nie próbuje wyskrobywać pyłu węglowego spod połamanych paznokci ani ze zmarszczek na wychudzonych twarzach. Dzisiaj jednak czarne, pokryte żużlem ulice są puste.Dzicy lokatorzy szarych domów pozamykali okiennice. Dożynki rozpoczną się o drugiej. Można dłużej pospać, o ile jest się w stanie.