Edling zamarł, nie potrafiąc dobyć głosu. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem zabrakło mu słów, nie kojarzył też, kiedy poczuł ciarki na całym ciele. Przełknął głośno ślinę i potarł nerwowo kark.
Ten ostatni gest przykuł uwagę Domańskiego. Podobnie jak wszyscy inni, tak i Konrad zdawał sobie sprawę, że Edling zawsze panuje nad każdą swoją reakcją, a mowa jego ciała zazwyczaj jest dla rozmówców nieprzenikniona.
Nigdy nie pozwalał sobie na tak niespokojne gesty.
– To niemożliwe… – powiedział cicho.
– A jednak. Znak zapytania jest wyraźnie widoczny.
Gerard robił wszystko, by zebrać się w sobie, ale wstrząs był zbyt duży. Ostatnim razem był tak zdezorientowany przy sprawie Horsta Zeigera, kiedy wyszły na jaw wszystkie fakty. Potem nigdy więcej nie miał styczności z podobnym uczuciem. W zasadzie zapomniał, że cokolwiek jest w stanie wprawić go w takie osłupienie.
– To nie może być on – odezwał się Edling. – Nie ma takiej możliwości.
– Więc pytajnik to przypadek?
– Może nie mieć żadnego związku z tamtym człowiekiem.
– Tylko że znak wygląda identycznie jak te, które zostawiał Iluzjonista.