– Oprócz tego żaden seryjny zabójca nie zdołałby wytrzymać trzech dekad bez popełnienia kolejnej zbrodni – ciągnął Gerard. – Złapaliśmy wtedy właściwą osobę, zapewniam cię.
Konrad milczał.
– Słyszysz? – upewnił się Edling.
– Trudno nie słyszeć. Prawie krzyczysz.
Nie mylił się. Gerard niepotrzebnie podniósł głos, ale zrobił to zupełnie bezwiednie. Sprawa sprzed trzydziestu lat nadal wzbudzała w nim emocje, których nie potrafiło wyzwolić nic innego.
Po tym jednak, co się wówczas stało, nie mógł się sobie dziwić. Większość osób na jego miejscu z pewnością skończyłaby dużo gorzej.
– Naśladowca to jedyna możliwość – powtórzył po chwili Edling.
Domański przyspieszył trochę, jakby nagle zaczęło zależeć mu na czasie, a potem na jakiś czas pogrążył się we własnych rozważaniach. Dopiero kiedy minęli stadion Odry Opole, zdawał się wrócić do rzeczywistości.
– Żeby to był naśladowca, musiałby mieć co powielać – odparował Konrad.
– Przecież ma.
– Co? Co konkretnie? – rzucił prokurator znacznie ostrzej. – Akta tej sprawy zaginęły, Edling. Upewniałem się co do tego kilkakrotnie, próbowałem też rozmówić się z ludźmi, którzy mieli na jej temat jakieś pojęcie. Wiesz, z jakim rezultatem?
– Nie.