It Ends with Us
Colleen Hoover — Literatura

Gdy tylko skończyłam swoją mowę pożegnalną, wsiadłam na pokład samolotu, wróciłam do Bostonu i przywłaszczyłam sobie pierwszy dach, jaki udało mi się znaleźć. Jak mówiłam, nie dlatego że mam skłonności samobójcze. Po prostu bardzo potrzebuję świeżego powietrza i ciszy, a za cholerę nie mogę na nie liczyć w swoim pozbawionym dostępu do dachu mieszkaniu na trzecim piętrze, które zajmuję ze współlokatorką lubiącą słuchać własnego śpiewu.

Nie wzięłam jednak pod uwagę, że na dachu może być zimno. Jakoś wytrzymam, ale przyjemnie nie jest. Na szczęście widać gwiazdy. Martwi ojcowie, denerwujące współlokatorki i wątpliwej jakości mowy pożegnalne nie wydają się aż tak okropne, gdy nocne niebo jest wystarczająco bezchmurne, by można było dosłownie poczuć wspaniałość wszechświata.

Uwielbiam, gdy niebo wywołuje we mnie poczucie bycia kimś nieważnym.

Podoba mi się tu dzisiaj.

A właściwie… pozwólcie, że ujmę to w czasie przeszłym, który lepiej oddaje moje uczucia.

Podobało mi się.