Na moje nieszczęście ktoś z taką siłą otworzył drzwi, że jak przypuszczam, za chwilę będę mieć towarzystwo. Słychać trzaśnięcie i czyjeś szybkie kroki. Nawet nie zadaję sobie trudu, żeby spojrzeć w tamtym kierunku. Ktokolwiek to jest, najprawdopodobniej nie zauważy, że siedzę na balustradzie po lewej stronie. Zjawił się tak nagle, że jeśli uzna, że jest sam, nie będzie to moja wina.
Wzdycham cicho, zamykam oczy i opieram głowę o otynkowaną ścianę, przeklinając wszechświat, który odebrał mi tę spokojną chwilę introspekcji. Mógłby przynajmniej dopilnować, żeby intruz był kobietą – jeśli już mam mieć towarzystwo, wolałabym damskie. Jestem nieduża, lecz silna i w większości sytuacji chyba potrafię dać sobie radę, ale teraz jest mi zbyt przyjemnie, żebym miała tkwić na dachu z jakimś obcym mężczyzną w środku nocy. Mogłabym zacząć się obawiać o swoje bezpieczeństwo i zapragnąć się stąd wynieść, a naprawdę nie chcę się stąd wynosić. Jak już powiedziałam… przyjemnie mi tu.