Teraz, kiedy ukradkiem roniła łzy, zerkała na Mańkę i miała ochotę całować ją po rękach. A wszystko w podzięce za to, że przyjaciółka zawsze potrafiła powiedzieć jej prosto w oczy, co czuła. Na przykład: „Pamiętaj, zadając się z przybłędowcem, robisz z siebie urwiszona. Jeśli chcesz, mogę cię umówić do najlepszej psychoterapeutki w mieście”. „To ja nią jestem” – odpowiadała wówczas przyjaciółce, a ta z przekąsem rzucała w jej stronę: „Co ty gadasz?!”.
Były już w komplecie. Ona była jedyną, której nie dopisywał humor. Czuła się jakby pusta w środku. Kaśka z Basią gadały jak najęte. Kaśka opowiadała o ich ulubionym, rzecz jasna, bardzo przystojnym aktorze, który trafił do niej na fizjoterapię. Choć siedziała blisko dziewczyn, słyszała jedynie strzępki tej rozmowy.
– W życiu nie powiedziałabym, że to taki skromny facet. Grzeczny, ułożony. Nie rozumiem, dlaczego obsadzają go najczęściej w rolach gnojków.
Basia przysłuchiwała się Kaśce, co nie zmieniało faktu, że to w stronę Anki zerkała bacznie, w dodatku ze współczuciem i troską.