Kasprowy
Remigiusz Mróz — Kryminały

Wypierał to, od kiedy tylko nadeszła wiadomość. Jawiło mu się to jako niemożliwe, całkowicie niestworzone.

Zamachowiec w kolejce na Kasprowy Wierch? Akurat w dzień, kiedy nadinspektor Osica zabrał dzieci na szczyt? Jeden człowiek z bronią w stacji przesiadkowej na Myślenickich Turniach, drugi w wagonie wiszącym dwieście metrów nad zboczem, w połowie drogi na wierzchołek?

Wydawało się to sprzeczne ze wszelkimi prawidłami działania wszechświata, pozbawione racji bytu. Wiktor był jednak świadomy, że każda rodząca się tragedia próbuje podobnie się zakamuflować.

Ta tylko czekała, by się wydarzyć. Powoli nabierała rozpędu, przyjmowała kształt, przeradzała się w rzeczywistość.

– Panie komisarzu? – rozległ się kobiecy głos zza jego pleców.

Nie odwrócił się, nie odstawił lornetki. Nie musiał sprawdzać, kto dotarł do miejsca, w którym skrył się przed przypadkowym spojrzeniem zamachowca.