Kasprowy
Remigiusz Mróz — Kryminały

Ewelina Warda dołączyła do zakopiańskiej policji tuż po wydarzeniach w Bieszczadach, w których Wiktor brał udział wraz z nadinspektorem. Obaj nie dopuszczali możliwości, by dziewczyna ryzykowała pozostanie w miejscu, gdzie spaliła za sobą mosty. I gdzie ich działania naraziły ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Musiała uciekać, a Podhale było dla niej jedyną sensowną przystanią.

– Widzi pan, co tam się dzieje? – dodała młodsza aspirant.

Stanęła obok niego, a on opuścił lornetkę i kątem oka złowił burzę jej rudych włosów. Podał jej stary, wysłużony przyrząd optyczny, który miała na stanie chyba jeszcze zakopiańska milicja.

Warda od razu skorzystała.

– Kurwa mać… – skwitowała. – To naprawdę się dzieje.

Do tej pory nie mieli potwierdzenia. Nie mieli pewności. Wiedzieli jedynie, że wagon zawisł w połowie drogi, zatrzymany przez kogoś ze stacji pośredniej.

Teraz jednak widać było wszystko jak na dłoni.

Turyści stłoczyli się po jednej stronie wiszącego pojazdu, po drugiej stał zamachowiec w kominiarce. Nie wyglądało na to, by cokolwiek mówił. Najwyraźniej przez godzinę zdążył już udzielić wszystkich instrukcji dających mu kontrolę nad sytuacją.