1
Sam wpatruje się w powoli jaśniejący sufit i próbuje oddychać tak, jak jej zalecił lekarz, jednocześnie usiłując zatrzymać myśli, które teraz, o piątej rano, kłębią jej się w głowie na podobieństwo wielkiej czarnej chmury.
Wdech na sześć, wstrzymanie na trzy, wydech na siedem.
Jestem zdrowa, mówi do siebie. Mam zdrową rodzinę. Pies przestał sikać w korytarzu. Mam pełną lodówkę, a do tego wciąż mam pracę. Trochę żałuje wtrącenia „wciąż” w tym zdaniu, ponieważ na myśl o pracy znowu ściska ją w żołądku.
Wdech na sześć, wstrzymanie na trzy, wydech na siedem.
Jej rodzice nadal żyją. Choć musi przyznać, że trudno jej umieszczać ich na liście swoich powodów do wdzięczności. Boże. Od własnej matki na pewno usłyszy w niedzielę jakąś kąśliwą uwagę na temat tego, że ciągle odwiedza matkę Phila. Te słowa padną gdzieś między kieliszkiem sherry i ciężkim deserem, nieuniknione jak śmierć, podatki i pojedyncze włoski na brodzie. Sam wyobraża sobie, jak odpiera ten atak z uprzejmym uśmiechem: Mamo, Nancy właśnie straciła męża, z którym spędziła pięćdziesiąt lat. Czuje się trochę samotna.
Ale odwiedzałaś ją przez cały czas, kiedy jeszcze żył, prawda? – padnie odpowiedź matki.