CZWARTEK, 18 MAJA
Wyobrażam sobie, że wydziedziczam Hansa i robię wszystko, żeby nic nie dostał.
On mi na to odpowiada, że chce mi odebrać Sixtena, dla naszego wspólnego dobra, bo tacy starzy ludzie jak ja nie powinni już chodzić do lasu, a takie psy jak Sixten muszą się wybiegać, tymczasem ja mogę mu zaoferować jedynie krótkie spacery lokalną drogą.
Patrzę na Sixtena, który leży obok mnie na kuchennej kanapie. Szeroko ziewa i wygodnie układa łeb na moim brzuchu. Zagrzebuję spuchnięte palce w jego sierści i kręcę głową. Co ten Hans wie! Za cholerę nie pozwolę, żeby odebrał mi psa.
Ingrid, która stoi przy kuchennym stole, wzdycha.
– Niczego nie mogę panu obiecać, ale zrobię wszystko, co możliwe, żeby panu pomóc – zapewnia. – Bo ja też uważam, że to nie jest w porządku. – Zapisuje coś w dzienniku Pomocy Domowej.
Kiwam głową i lekko ściągam usta. Jeśli ktoś mógłby mi pomóc w tej sprawie, to na pewno ona.
Ogień trzaska w kominku, płomienie tańczą po brzozowych polanach; trudno mi od nich oderwać wzrok. Wracam myślami do porannej rozmowy z synem i znowu ogarnia mnie złość. Za kogo on się uważa? To nie on powinien decydować, z kim ma zostać Sixten.