Kolory zła. Błękit
Małgorzata Oliwia Sobczak — Kryminalne i sensacyjne

Magdalena Soba nagle otworzyła oczy. Musiała przysnąć na kanapie. Zerknęła na otwarte na pierwszych stronach „Wysokie Obcasy”. Oczywiście, niemal nic nie przeczytała. Cóż, widocznie organizm domagał się odpoczynku. Musiał odespać cały rok porannego wstawania i codziennej gonitwy, która nie ustawała aż do zmroku. Księgowość. Kobieta kochała swoją pracę. Kochała matematykę. Jej logiczność, czystość, przewidywalność. Gdy zagłębiała się w świat pionowych konstrukcji zbudowanych z cyfr, rzeczywistość znikała. Były tylko plusy i minusy, mnożniki i dzielniki. I wyniki. Zawsze takie same, bez względu na to, którą metodą się do nich doszło. Magdalena Soba nie znosiła chaosu. Nie lubiła, gdy coś się nie zgadzało. Wszystko musiało mieć swój porządek, swoją racjonalną podstawę, uzasadnienie niezależne od doświadczenia, które bywało kruche i warunkowe. To chyba właśnie ta jej cecha była kością niezgody w jej małżeństwie. Mąż twierdził, że brakuje jej fantazji. Że nie potrafi działać bez planu. Że nie stać jej na spontaniczność, którą Dionizy Soba sam nieustannie kierował się w życiu.

Dionizos – tak lubił na siebie mówić.

Bóg płodności, dzikiej natury i wina.